piątek, 26 sierpnia 2016

Kętrzyniak i niespodzianka dla Paranienormalnych

Ostatnio miałem wielką przyjemność poznać chłopaków z popularnego kabaretu. Okazało się, że są moimi wielkimi fanami. Postanowiłem im się odwdzięczyć za komplementy i ciepłe słowa. Przygotowałem dla nich małą atrakcję… 

Witajcie Kochani. Nie uwierzycie, co mi się przydarzyło. Jak wiecie, uwielbiam wszystkich swoich Fanów. Bardzo się cieszę, jak do mnie piszecie, jak komentujecie moje opowieści. Ostatnio jednak o tym, że ktoś jest moim wielkim miłośnikiem dowiedziałem się z… mediów. I to nie byle kto, ale chłopaki z kabaretu Paranienormalni.

Wszystko zaczęło się od wywiadu, jakiego udzielili „Gazecie w Kętrzynie” przed Kętrzyńskim Wieczorem Kabaretowym. - Zapamiętujemy miejsca w których fani zamieniają się w „krejzoli” i razem z nami tworzą show. I tak właśnie jest w Kętrzynie. Ale to miasto jest nam bliskie jeszcze z innego powodu. Michał od zawsze jest największym fanem majonezu kętrzyńskiego. Tak w ogóle to jest znawcą majonezu światowego formatu - z zamkniętymi oczami rozpoznaje różnice między majonezami z różnych regionów. Kiedyś nawet poddał się specjalnemu testowi w programie tv i wyszedł obronną ręką. A kętrzyński lubi najbardziej – mówili dziennikarzom.

Z radości aż mi się zakręciło w słoiku. Uznałem, że powinienem jakoś odwdzięczyć się za te słowa. Postanowiłem zaskoczyć chłopaków i zrobiłem im niespodziankę. Podczas gali na scenę nagle wkroczył przedstawiciel naszej firmy i wręczył Paranienormalnym zestawy naszych produktów. Szkoda, że nie widzieliście ich min :)


Ja też tam byłem. Przyjęli mnie jak wielką gwiazdę i nawet nosili mnie na rękach. Przyznaję, że nie spodziewałem się aż takiego entuzjazmu. Wyobraźcie sobie, że ci wspaniali artyści padli przede mną na kolana. Do teraz nie mogę otrząsnąć się z wrażenia. Publiczność zgotowała nam ogromny aplauz. Zresztą, co będę opowiadać. Zobaczcie na zdjęciach.

A ja mogę tylko powtórzyć za klasykiem kina: „Tak sobie myślę, że to początek pięknej przyjaźni”. Wasz Kętrzyniak


czwartek, 28 lipca 2016

Kętrzyniak i regionalne smaki

Dzyndzałki, kartacze, krupniok, ruchanki, kluchy na łachu – lato to idealny moment, by wyruszyć na tradycyjne, kulinarne szlaki. 

Witajcie Kochani! Wakacje to świetny czas na podróżowanie. Zachęcam szczególnie, aby lepiej poznawać zakamarki naszego pięknego kraju. Często bowiem zapominamy, jak cudowne rzeczy mamy pod samym nosem.

Polecam, aby zwiedzać nie tylko pod kątem zabytków, ale przede wszystkim regionalnej kuchni. Ja już tego próbowałem i jestem szczerze zachwycony. Nawet nie wiecie, ile niesamowitych smaków można spotkać w każdym województwie.

Zacznę chociażby od mojego rodzinnego. Przyznajcie się, czy znacie np. taką warmińsko-mazurską potrawę jak dzyndzałki? Nie? To przecież nic innego jak pierożki z nadzieniem z wołowiny, boczku i cebuli. Palce lizać!



No a może próbowaliście zupę dziadowską? Brzmi zabawnie, ale jest po prostu przepyszna. Zakochają się w niej wszyscy, którzy lubią najeść się do syta. Gotuje się ją na…smalcu. Do tego zagęszcza się ją solidną porcją mięsa i kartofli. Po takiej uczcie będziecie jeszcze dwa dni czuć się pełni i szczęśliwi.

Zajadaliście kiedyś kartacze czy cepeliny? Jeśli nie, to wiele macie do nadrobienia. Mają charakterystyczny kształt elipsy. Ich nadzieniem jest dobrze przyprawione mięso mielone, a czasem grzyby lub kapusta kiszona. Są tak okazałe, że trzeba mieć dużo zacięcia, aby wciągnąć je od razu w całości.

Skoro degustacja w krainie Tysiąca Jezior i kapliczek już za nami, ruszamy na Śląsk (hmmm… niestety, nie wiem, jak powiedzieć to w tamtejszej pięknej gwarze). Tu czekają na nas kolejne pyszności. Rolady z kluskami i modrą kapustą…. Stwierdzić, że to zestaw znakomity to wciąż za mało. Co powiedziecie na krupniok? Jeśli myślicie, że ma to coś wspólnego z popularną zupą (krupnik), to nie możecie mylić się bardziej. Ta propozycja odrobinę przypomina kaszankę, z tym że z dodatkiem płucek, wątróbki i skórek wieprzowych. Nie bójcie się: ten specjał na pewno podbije Wasze podniebienia. Na deser proponuję oblaty, czyli wafle najczęściej o smaku waniliowym.

Ruszamy dalej do Wielkopolski na szare kluchy robione z ziemniaków. Może wolicie kluchy na łachu? To zniewalające pyzy drożdżowe przygotowywane na parze, które czasem są też określane mianem pampuchów. Dla każdego coś miłego, dlatego można je serwować na słodko lub słono.

Pora na Kaszuby, gdzie już czekają na nas ruchanki. Spokojnie, to nic zdrożnego tylko owalne placuszki z jabłkiem i posypane cukrem pudrem. Odważnym powinna przypaść do gustu czernina: zupa z kaczej krwi z dodatkiem cukru i octu. Kiedyś podawano ją namolnym kawalerom, aby pokazać, że nie są mile widziani. Dziś to prawdziwy rarytas!

A może krótki wypad do stolicy na flaki po warszawsku? Ich tajemnym składnikiem jest włoszczyzna, którą przed dodaniem podsmaża się razem z cebulką. Żeby uzyskać pełnie smaków i aromatów, danie trzeba powolutku gotować. Nawet przez kilka godzin. Ale na to, co dobre, warto czekać. Zachęcam też do spróbowania tutejszego śledzika ze szczypiorkiem, pomidorami i szczyptą papryki.

Jesteście już trochę zmęczeni? Dobrze, dam Wam odrobinę odetchnąć. W końcu przed nami jeszcze trochę wakacji. Zdążymy wszystkiego posmakować. I pamiętajcie: regionalny majonez poleca regionalne potrawy i produkty. Pysznego wypoczynku! Wasz Kętrzyniak


poniedziałek, 4 lipca 2016

Kętrzyniak na The BBQ Festival!

Nie ma lepszego grillowania niż takie z naszą kętrzyńską ekipą :) Podczas BBQ Festival w Mrągowie będziemy kibicować kulinarnym zmaganiom. A kto okaże się najlepszy, otrzyma od nas nagrodę. Koniecznie musicie być z nami! 

Witajcie Kochani! Ostatnio pisałem o tym, jak wielką sztuką jest grillowanie. Teraz będziecie mieli okazję osobiście się o tym przekonać.

Lato w pełni, pogoda zachwyca, dlatego uznałem, że czas ruszyć się z miejsca i wrzucić coś na ruszt ;) Postanowiłem, że sobotę 9 lipca spędzę w mieście, do którego według piosenki, prowadzą wszystkie drogi. Jeszcze nie wiecie, o jaką przepiękną mazurską miejscowość mi chodzi?

Oczywiście o Mrągowo. Tam też w Miasteczku Westernowym Mrongoville odbędzie się wyjątkowo zaciekły pojedynek. Jednak nie obawiajcie się: nikt nie będzie strzelać ;) Podczas The BBQ Festival popis swoich mistrzowskich umiejętności dadzą kucharze, a konkretnie pełni pasji amatorzy. Zapowiada się smakowicie.


Rywalizacja odbędzie się aż w trzech konkurencjach, które stawiają przed uczestnikami coraz to nowe wyzwania. W pierwszej i drugiej rundzie będą mieli aż godzinę na przygotowanie swoich potraw. W trzeciej, jednocześnie finałowej już tylko 40 min. Dobrze się zapowiada, prawda?

Na tym nie koniec utrudnień. Na każdym z etapów będą mieli coraz mniej składników do wykorzystania. Zaczynają od pięciu, a kończą na trzech. Zadanie wymaga zatem nie tylko umiejętności, ale również ogromnej kreatywności. W końcu nie od dziś wiadomo, że prawdziwy kucharz to taki, który w mgnieniu oka potrafi przygotować coś praktycznie z niczego :)

Na najlepszych czekają upominki, w tym nasze firmowe zestawy! Nikt nie może liczyć na taryfę ulgową. Jury nie będzie bowiem wiedziało, czyje dania ocenia. Sędziowie będą trzymać się z dala od stanowisk, a następnie otrzymają talerze oznaczone specjalnym kodem. Zabawę poprowadzi Łukasz Budzik znany czwartej edycji popularnego telewizyjnego programu z Top Chef. Będzie się działo!

Nie martwcie się jednak. Nie będziecie jedynie kibicować, ale również smakować. Tak, tak: przewidziana jest degustacja wszystkich tych kulinarnych cudeniek. Specjaliści podpowiedzą Wam też, jak właściwie grillować, tzn. jakich błędów unikać, a także jakie triki warto stosować, aby wydobyć pełnię smaków i aromatów.

W programie są też atrakcje dodatkowe, m.in. pokaz tresury koni, nauka tańca country i mechaniczny byk rodeo.

Zapowiada się pyszna zabawa! Koniecznie musicie być z nami. Do zobaczenia. Wasz Kętrzyniak

The BBQ Festival, Miasteczko Westernowe Mrongoville, sob. 9 lipca godz. 11:00, wstęp wolny

czwartek, 23 czerwca 2016

Grillowanie z Kętrzyniakiem w Kardamonie

Chcecie przekonać się, jakie pyszności potrafimy dla Was wyczarować wspólnie z Musztardą i kucharskimi Mistrzami? Koniecznie wpadnijcie do Kardamonu na wielkie grillowanie. 

To nie jest zwykłe gotowanie, przyrządzanie, smażenie, pieczenie… Czas spojrzeć prawdzie w oczy: grillowanie to jest sztuka! Wymaga wielkiego skupienia, odpowiedniej wiedzy, właściwego przygotowania, perfekcji, a przede wszystkim prawdziwej pasji.

Nie wystarczy wrzucić na ruszt kawałka mięsa i liczyć na to, że samo się zrobi, że bez wysiłku wszystkich zachwyci, a my w tym czasie będziemy spokojnie wylegiwać się na leżaczku, czekając na efekty. Nie, nie, nie!

Dzieło wymaga czasu. Najpierw nasz przysmak trzeba porządnie zamarynować, tak aby przyprawy dokładnie przeniknęły do każdego zakamarka. Do tego trzeba skomponować mieszankę idealną, która nada ostrości albo wprost przeciwnie: podbije podniebienia łagodnym smakiem. Należy też zadbać o to, aby nasze mięso stało się miękkie, delikatne.

Myślicie, że to już koniec obowiązków? Nic z tego. Najważniejsze dopiero się zaczyna. Teraz trzeba zadbać o to, aby nasze danie spędziło na grillu odpowiednią ilość czasu: ani minuty za krótko, ani sekundy za długo. Żeby nie było za bardzo przesmażone lub co gorsza surowe! Dlatego trzeba wykazać się niezwykłą czujnością i znajomością tematu. I dopiero wtedy można nakładać potrawę na talerz.

Trudniejsze niż się wydaje, prawda? Całe szczęście razem z Musztardą mieliśmy okazję poznać prawdziwych Mistrzów w tej dziedzinie. To kucharze z Restauracji Kardamon w naszym rodzinnym Kętrzynie (Pl. Marszałka Józefa Piłsudskiego 1). Uznali, że nadajemy się na ich pomocników i zaprosili nas na wspólne cykliczne grillowanie. W piątki i w soboty przy sprzyjającej pogodzie od godz. 18 serwujemy Wam same pyszności.


Specjalnie opracowane na tę okazję menu wyróżnia się niepowtarzalnymi smakami i aromatami świeżych ziół. Jego sekretem są marynaty i sosy, które zapewnią Wam niebiańskie doznania. Na samą myśl cieknie mi ślinka. Zapewniam, że jak spróbujecie, odbierze Wam mowę, a każdy kęs będzie przybliżał Was do Krainy Szczęśliwości ;)

Przekonajcie się, jakie ogromne mamy talenty i koniecznie wpadnijcie na ucztę. Terminy kolejnych pysznych spotkań znajdziecie a Facebooku https://web.facebook.com/Restauracja-Kardamon-424219854342940/?fref=ts. Wasz Kętrzyniak

wtorek, 7 czerwca 2016

Kętrzyniak wśród Mistrzów Dobra!

53 tys. zł – taką zawrotną kwotę udało się zebrać w ramach akcji „Kilometry Dobra”, której byliśmy partnerem. W niedzielę próbowaliśmy też pobić rekord Guinessa w układaniu ciągu monet. Z jakim skutkiem? :) 

Witajcie Kochani! Po raz kolejny utwierdziliście mnie w przekonaniu, że jesteście najwspanialsi na świecie. Dlaczego? Znów pokazaliście, że macie wielkie i pełne empatii serca. Jesteście mistrzami dobroczynności!

W niedzielę 5 czerwca w olsztyńskim Parku Kusocińskiego braliśmy udział jako partner w pikniku „Wehikuł Czasu”. Celem tego jakże radosnego spotkania było podsumowanie akcji Kilometry Dobra. Obserwując jak przebiegała, rzekłbym, że to nawet całe hektary :)


Mieszkańcy całej Polski mogli przekazywać pieniądze na rzecz lokalnej organizacji pozarządowej. Na Warmii i Mazurach to Fundacja „Przyszłość dla Dzieci”, która wspiera maluchy wymagające leczenia i rehabilitacji.

Podczas finału okazało się, że jesteście bardzo hojni. W naszym województwie udało się zebrać zawrotną kwotę 53 tys. zł! Taka suma robi wrażenie, a co najważniejsze pozwoli pomóc wielu dzieciakom i ich rodzinom. To też ponad dwa razy więcej niż w zeszłym roku. Jeśli takie tempo wzrostu utrzymamy w następnych latach, wsparcie trafi do wszystkich potrzebujących :)

Dodam też, że zajęliśmy czwarte miejsce wśród 42 miast z Polski, które brały udział w inicjatywie. Choć nie jest to najważniejsze, nie da się ukryć, że jednak to powód do dumy.

Podziękowaniem za ten hojny gest była cała moc atrakcji, jakie przygotowali organizatorzy na zwieńczenie tej edycji przedsięwzięcia. Były biegi, wstępy uczniów muzycznej szkoły, gra w kapsle i wspólne puszczanie mydlanych baniek.

Jednak największym zainteresowaniem cieszyła się próba pobicia rekordu Guinessa w układaniu ciągu monet. Na czym to polegało? Otóż zebrane pieniądze były rozmieniane na złotówki. Następnie przyklejaliśmy je na taśmę klejącą i układaliśmy wspomniany ciąg, który potem został zmierzony.


Z ogromnym zaangażowaniem włączył się w to Prezes naszej firmy Pan Waldemar Pokojski, który sprawdzał czy wszystko przebiega prawidłowo i starannie mocował monety.  — Kilometry przechodzą przez ręce. Przyjechaliśmy z Kętrzyna z całą ekipą i dołożymy wszelkich starań, żeby spróbować pobić rekord. Bo cel jest jak najbardziej szczytny – mówił w rozmowie z „Gazetą Olsztyńską”, która relacjonowała te emocjonujące zmagania (więcej na http://przyszloscdladzieci.org/361568,1200-metrow-dobra.html#ixzz4AnhmaPTN).

Ostateczne pomiary pokazały 1200 metrów (1 m to 44 zł). To wprawdzie nie pozwoliło pokonać Austriaków, którzy wiodą prym w tej dziedzinie, ale i tak było imponującym osiągnięciem, zasługującym na największe laury!

Jestem zachwycony Waszą postawą. Jestem też zachwycony, że byliśmy jednym z kluczowych parterów tej akcji. A najbardziej będę zachwycony na widok min dzieci, które skorzystają z owoców Waszych wielkich serc! Wasz Kętrzyniak


poniedziałek, 30 maja 2016

Tak smakuje życie z Kętrzyniakiem

Oto krótka opowieść o tym, jak delektować się każdą chwilą i nie marnować tego, co najlepsze. Wystarczy brać przykład z mądrego wujka Pysznowskiego i jego przyjaciela :) 

To był całkiem zwyczajny poranek. Nic nie wskazywało, że tego dnia wydarzy się coś ekscytującego. W rodzinie Wybornych zapowiadał się kolejny spokojny i leniwy weekend. Niestety, również trochę nudny i pozbawiony wrażeń.

I pewnie na tym można by zakończyć tę opowieść, gdyby w domu naszych bohaterów nie pojawił się nagle wuj Pysznowski, który słyną ze swojego barwnego życia i szalonych pomysłów. – Jak się masz kochana ekipo! – krzyknął od progu. – Czemu tak leżycie zamiast smakować życie! To niedopuszczalne. Przecież świeci słońce, a ja jestem głodny emocji. Zbierajcie się, ruszamy na wyprawę, że palce lizać!

I porwał całą gromadkę do swojego samochodu. Ruszył z piskiem opon, aby nie marnować już nawet minuty. – Co będziemy robić? Co nas czeka? – dopytywali zaskoczeni Wyborni. – To niespodzianka, będziecie zadowoleni – zapewniał wuj.

Pierwszym przystankiem był sklep. Organizator całego zamieszania ruszył pewnie do lodówek. Pakował do wózka kiełbaski, kaszankę, karkówkę, boczek, żeberka, dorodną szynkę, kaczkę, indyka, kurczaka… Czego tam nie było. Kuzyni oniemiali. – Nie martwcie się, zobaczycie, że jeszcze zabraknie – śmiał się donośnie.

Kiedy wszyscy mieli już zmierzać do wyjścia, wuj krzyknął: - Czekajcie, musimy jeszcze zajść po mojego przyjaciela.

I zaprowadził wszystkich pod półkę, na której stałem ja. – To właśnie słynny Kętrzyniak we własnej osobie. Chyba nie muszę Wam go przedstawiać – dokonał prezentacji.

Okazało się, że wiele o mnie słyszeli. Od razu przypadliśmy sobie do gustu. Dalej już wspólnie ruszyliśmy w nieznane. Po dwóch godzinach zatrzymaliśmy się nad brzegiem cudownego jeziora. Wspaniały Pysznowski miał dla nas jeszcze jeden prezent: wynajął dla nas domek na cały weekend. Wyciągnął z bagażnika grilla oraz wszystkie zapasy i ogłosił: - No to teraz się relaksujemy i ucztujemy!

Przyznaję, że przyjęliśmy ten rozkaz z ogromnym zadowoleniem. Przez dłuższy czas niemal nie odchodziliśmy od rusztu :) Wyborni przyznawali, że są już tak pełni, iż prawie nie mogą się ruszyć.

Potem dla równowagi ruszyliśmy na długi spacer. Próbowaliśmy też sił w wędkowaniu. Udało mi się wyłowić imponującego węgorza. Wszyscy zapewniali, że idealnie do siebie pasujemy :)

To były wspaniałe chwile. Obiecaliśmy sobie, że wkrótce je powtórzymy i znów razem wyruszymy gdzieś za miasto na grilla. W planach mamy też żaglówki.

Wiosna i lato są takie krótkie. Nie można ich marnować. Pamiętajcie Kochani, żeby wykorzystywać je do maksimum i rozkoszować się tym, co najlepsze. Bo jak nie dziś, to kiedy? No i z kim, jeśli nie z Waszym Kętrzyniakiem ? ;)



wtorek, 17 maja 2016

Ekipa z Kętrzyna do smaku

Każdy w naszej firmie ma swoje ulubione potrawy. Jedni preferują mięsa z grilla, inni uwielbiają sosy. Są i tacy, którzy mają obsesję na punkcie sałatek. Sprawdźcie, z jakimi smakami po drodze ekipie z Kętrzyna :) 

Witajcie Kochani! Wiem, że kochacie całą naszą ekipę z Kętrzyna. Trudno się dziwić: w końcu jesteśmy specjalistami od najlepszych smaków i nasze towarzystwo zawsze gwarantuje niezapomnianą ucztę. Jednak każdy z nas ma swoje ulubione potrawy, o których mógłby godzinami opowiadać. Dziś zdradzę Wam, do jakich dań mają szczególną słabość moi poszczególni kompani.

Na początek jak zwykle ja :) Preferuję pozornie proste przekąski, które przy odpowiednich dodatkach zmieniają się w prawdziwe kulinarne dzieła sztuki. Chociażby taka kanapeczka. Zdaniem niektórych to nie tylko pomysł na śniadanie lub kolację, ale również na niedzielny obiad (zajrzycie chociażby na tego bloga http://obiad-na-niedziele.blogspot.com/2015/03/kanapka-z-kurczakiem-idealna-na-szybki.html).

Miłośników kanapeczki można podzielić na dwie grupy: tych, którzy preferują warianty mięsne z odrobiną warzyw oraz warzywne z malutkim dodatkiem mięsa :) Osobiście jestem zwolennikiem obu tych wersji. Wszystko zależy od humoru, pogody, tego, co akurat mamy w lodówce. To zdanie podzielają też moi Fani. Najbardziej ujęła mnie Pani Beata, która napisała do mnie, że jedyna opcja, w jakiej mnie nie widzi, to z dodatkiem dżemu. Uważa, że we wszystkich pozostałych doskonale się odnajduję ;)

O mojej słabości do potraw z dodatkiem jajek chyba nie muszę specjalnie się rozpisywać. W końcu z tego słynę ;) 

Mój kompan Majonez Kętrzyński Lekki jest zdeklarowanym zwolennikiem sałatek. To fanatyk wszelkiej zieleniny :) Na widok pomidorków, marcheweczek, groszku, szparagów, cukinii, bakłażanów, ogóreczków, brokuł, porów, brukselek czy bobu rozpływa się w zachwytach. Mógłby bez przerwy tłumaczyć, jak łączyć te wszystkie składniki, tak aby wszystkim wyszło na zdrowie ;) 

Majonez Kętrzyński o smaku chrzanowym ma jedną, niezmienną słabość: potrawy z grilla. Co lubi najbardziej? Objadać się karkóweczką, wołowinką, wieprzowinką czy drobiem w rozmaitym wydaniu prosto z gorącego rusztu! W takich okolicznościach zawsze pierwszy rwie się do talerza. Jest nie do powstrzymania. Musielibyście zobaczyć, jak świecą mu się oczy np. na widok takich soczystych żeberek ;) 

Dla Majonezu o smaku czosnkowym właściwie nie ma większego znaczenia, co konkretnie je, byle było z sosem, np. w ostrzejszym wydaniu z odrobiną jogurtu, posiekaną pieczoną papryką, szczyptą chili. Czasem woli łagodniejsze rozwiązania wzbogacone o mieszankę ziół (podobno świetnie się sprawdza estrogen), oliwki albo kapary. 

Majonez Kętrzyński o smaku smażonej cebulki upodobał sobie z kolei hamburgery i hot-dogi. Przekonuje, że amerykańska kuchnia została wymyślona specjalnie z myślą o nim i że są jak dwie połówki słoika. 

Zachęcam do korzystania z naszych kulinarnych podpowiedzi. Zapewniam, że znamy się na rzeczy i dzięki nam przygotujecie pyszne zestawy idealne na wiosnę :) Wasz Kętrzyniak